RSS

II. Tajemnicza paczka


Link
24
kwietnia 2011
Komentuj (0)
Normalnie nie zdarzało mu się wychodzić nazbyt często ze swojego pokoju, a jeśli nawet to czynił to w pewien sposób mechanicznie, bez emocji i przy tym wszystkim wybierał wyludnione miejsca, a nie główne arterie swojego miasta ja to miało miejsce tym razem. Musiał oddać płytę winylową swojemu znajomemu, który nagle, z dnia na dzień przypomniał sobie o jej istnieniu i upomniał się o zwrot swej własności. W jego przypadku słowa znajomy,kolega czy przyjaciel brzmią dość sztucznie bowiem jemu inni ludzie do szczęścia nie byli potrzebni, rzeczone szczęście również było mu zbędne, ale o tym opowiem Ci przy innej okazji. 

Pierwszy raz od wielu lat szedł nie czując wszechogarniającego go uczucia smutku. Szedł mając świadomość, że jeszcze miesiąc wcześniej było go o kilka kilogramów więcej i chyba ten mały sukces związany z pozbywanie się nadmiaru własnej osoby, a pozbywał się również złudzeń, powodował ów dziwny stan, który był dla niego zupełnie obcy.

Ludzie zmieniają swoje nastroje i takie stwierdzenie nie będzie żadnym nowym odkryciem. Jedni czynią  to częściej, inni rzadziej, niemal wszyscy robią to pod wpływem impulsów od otoczenia. Wiesz - rodzina, przyjaciele, sukcesy w pracy, miłość. Jemu zaś zdarzało się zmieniać swój nastrój kilka razy na dobę przechodząc na przemian od stanów euforii do rozpaczy, czyli pełna dwubiegunowość czasem wzbogacona o stany pośrednie. Co więcej był w stanie w danej chwili być wesoły i smutny, chyba tylko on potrafił to robić w danej chwili, a był w tym mistrzem.

Milczenie stało się jego nawykiem, to było wręcz jego uzależnienie, nie potrafił bez niego normalnie funkcjonować. Milczenie było jego szóstym zmysłem, który był tak głęboko w nim zakorzeniony, że nic, ani nikt nie był w stanie go wykrzewić, nawet on sam nie mógł z tym zrobić niczego konstruktywnego, by miejsce miał cud musiałby się powtórnie urodzić w innym miejscu, w innym czasie i przeżyć te dwadzieścia kilka lat inaczej, napotkać na swej drodze innych znajomych, inne kobiety, nie popełnić tysiąca błędów, czyli reasumując cud wymagałby kolejnego cudu, a w parze chadzają tylko nieszczęścia.

Upał zaczął dawać mu się we znaki, a przecież nie przepadał za słońcem mając wciąż niepokalaną jego promieniami cerę. Miało to miejsce tak długo, jak długo pozostawał smutny, czyli już kilka lat. Dostrzegł pustą ławkę skrytą w cieniu drzewa w bocznej alei i postanowił spocząć na niej na chwilę by zebrać myśli. Usiadł, zdjął na chwile słuchawki z uszu i zaryzykował wsłuchując się w dźwięki miasta. To była dość kuriozalna sytuacja bo gwar ludzi, szum klimatyzatorów i warkot przejeżdżających przez skrzyżowanie, które znajdowało się kilka metrów od miejsca, w którym siedział. Wpatrując się w twarze przechodniów, którzy spiesząc się gdzieś nie zauważali kompletnie jego istnienia, zaczął pogrążać się we wspomnieniach, a zdarzało mu się to bardzo często, czego nienawidził. jego powieki opadły, a on sam odpłynął w mglisty świat wczoraj gubiąc przy tym ostrość swoich wspomnień. Nagle z tego stanu wyrwało go uderzenie  w klatkę piersiową. Otworzył szeroko oczy i zobaczył dziwną paczkę na swoich kolanach. Nie była nazbyt pokaźnych rozmiarów, lecz była dość ciężka. Rozejrzał się nerwowo we wszystkich kierunkach w poszukiwaniu osoby, której ten pakunek musiał wypaść i nagle dostrzegł go. W kierunku pobliskiego parku szedł człowiek ubrany jak mnich, skrywający swe oblicze w czarnej szacie z kapturem. Ona sam wstał i zaczął biec w kierunku owego jegomościa krzycząc, by ten się zatrzymał bo coś mu wypadło. Tajemniczy nieznajomy, słysząc te słowa zaczął uciekać. Rozpoczął się pościg, który przez kolejny kwadrans skutecznie podnosił tętnicze ciśnienie krwi naszego...

Właśnie, nadal nie wiesz jak on miał na imię. Prawda jest taka, ze chyba nikt nie pamięta jak mu na imię było, ja sam zapomniałem ponieważ od kilku lat skrywał się za pseudonimami, setkami nicków. Chyba tylko najbliższa rodzina zwracała się do niego imieniem. Tak naprawdę jego imię niewiele wniesie do tej opowieści, więc z większym lub mniejszym błędem nazwijmy naszego bohatera Pawłem i czym prędzej wracajmy do opowieści.

Park tonął w chłodzie i ciszy, którą burzył tylko odgłos biegu dwojga ludzi i padające co chwilę zatrzymaj się!, w którym słyszeć dało się pojawiające się zmęczenie, a przy tym determinacja i zdecydowanie. Park był ogrodzony niewysokim murem, w którym dało się zauważyć wyłom. Nieznajomy zniknął w jego półmroku, lecz Paweł nie dając za wygraną przechodząc przez niego znalazł się w uliczce między budynkami bloków z wielkiej płyty, bowiem park sąsiadował z osiedlem. Po przebiegnięciu kilkuset metrów obaj przeskoczyli przez siatkę odgradzająca budynki mieszkalne od parkingu i garaży. Pawłowi w końcu udało się dogonić nieznajomego, złapał go za rękaw jego szaty i szarpnął, a wtedy potężny cios wymierzony w twarz zwalił go z nóg. Leżał na betonie wpatrując się w nadciągające nad miasto deszczowe chmury. Niebo zrobiło się gniewne co dostrzegł dopiero teraz. Zapewne leżałby tak długo lecz po chwili zaczął odczuwać ból szczęki i przypomniał sobie o celu, któremu poświęcił ostatni kilkanaście minut swojego życia. Podniósł się, lecz próżno było mu szukać nieznajomego, po którym został mu w jednej ręce skrawek czarnego materiału, który wyszarpał z jego szaty, a w drugiej tajemnicze zawiniątko, o którym była już mowa.

Zebrał myśli, rozejrzał się by zyskać wiedzę o tym, w której części miasta znajduje się bo podczas pościgu kompletnie stracił orientację. Wciąż pozostając pod wrażeniem tego co się stało, udał się w kierunku mieszkania znajomego, musiał przecież jeszcze tego samego dnia oddać mu jego płytę.

U przyjaciela, któremu na imię było Piotr, zastał dziewczynę, która okazała się być wyśnioną, wymarzoną kobietą życia kolegi z dawnych lat. Płyta wylądowała na półce, na której znajdowała się niezła kolekcja winyli, a trójka pogrążyła się w rozmowie, która dość dynamicznie przebiegała przez tematy od wspomnień z czasów studenckich po marzenia, plany. Piotr mówił o swojej M. tak pięknie, iż nawet zimny i obojętny na relacje między kobietą a mężczyzną Paweł zaczął się uśmiechać, ot tak, nagle, ku zdumieniu kolegi i jego dziewczyny. W pewnym momencie M. zadała mu jakże niewygodne pytanie: 
- Pawle, a czy Ty masz dziewczynę?
Zamilkł. Znalazł się w swoim naturalnym środowisku i chyba tylko dobre wychowanie kazało mu powiedzieć coś by nie urazić swoich rozmówców.
- A czy wiecie, co dziś mnie spotkało? - wypowiedział te słowa i wyjął w torby dziwny pakunek, a następnie opowiedział o całym zdarzeniu w sposób bardzo szczegółowy i barwny. Dziewczyna zaczęła oglądać dokładnie paczkę i wypadł z niej liścik, a którym widniały słowa Dla Pawła J., a to wprawiło cała trójkę w stan zaskoczenia połączony z brakiem słów. Piotr powiedział Pawłowi by sprawdził co jest w środku, w końcu to przesyłka dla niego. Po odpakowaniu paczki, wewnątrz drewnianego pudełka bogato zdobionego motywami roślinnymi, oczom Pawła ukazała się czarna figurka sowy.
- Sowa?! - wykrzyczeli wspólnym chórem wszyscy zebrani w pokoju.
Zapanowała cisza.


I. Prolog


Link
24
kwietnia 2011
Komentuj (0)
Drogi Przyjacielu,

Chciałbym opowiedzieć Ci historię pewnego człowieka, który niczym się nie wyróżniał, a za sprawą jednej figurki przewrócił swe życie do górny nogami i znalazł się w centrum wydarzeń, których pozazdrościć mógłby mu niejeden poszukiwacz przygód. Mam nadzieję, że zainteresują Cię wydarzenia tu opisywane i odnajdziesz w lekturze ucieczkę od problemów oraz codzienności.

Zaniepokojony jestem tym, ze od miesiąca nie otrzymałem od Ciebie żadnej wiadomości, lecz wiem o tym, iż masz w tej chwili sporo rzeczy na głowie i nie nalegam na Twoją odpowiedź, choć po cichu na nią liczę.

Pozdrów Rodzinę


Archiwum

2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl